Odebrałam samochód. Teraz martwię się, czy sąsiadka, wyrzucając przez balkon rzeczy swojego konkubenta, przypadkiem w niego nie trafi. Kto by pomyślał, że można mieć takie problemy.
Cieszę się.
Odebrałam samochód. Teraz martwię się, czy sąsiadka, wyrzucając przez balkon rzeczy swojego konkubenta, przypadkiem w niego nie trafi. Kto by pomyślał, że można mieć takie problemy.
Cieszę się.
Dzisiaj na śniadanie jajecznica i wina ocalałego. Mam tak od dłuższego czasu. Nie wiem czy ktoś to zrozumie… Tylko nie myślcie, że siedzę i płaczę nad tą jajecznicą, po prostu przychodzą mi do głowy takie myśli. Nie ma nawet potrzeby pytać dlaczego.
No, ale nie przesadzajmy, przecież to właśnie puenta: jestem tu i dobrze wiem, że przyjmę każdy argument za to, że mogę żyć.
Imre Kertesz
(…) stoik, który nie wierzy w nic, z wyjątkiem własnej odmowy, aby wyskoczyc za burtę i skończyć z tym wszystkim (…)
John Fowles
Siadam do Internetu z przeświadczeniem, że większość z tego, co ja chcę powiedzieć, już dawno ktoś powiedział i napewno to gdzieś w sieci znajdę. Ale mimo wszystko dalej czytam i czasem piszę. Chyba jednak mam nadzieję, że gdzieś to dociera? Co?
Niedawno trafiłam na ostatni felieton Christophera Hitchensa z Vanity Fair (jakby ktoś nie wiedział Hitchens niestety zwinął kramik w grudniu).
To takie rozważania nad słynnym powiedzeniem co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Które oczywiście w zetknięciu z rzeczywistością okazuje się bardzo relatywne.
In the brute physical world, and the one encompassed by medicine, there are all too many things that could kill you, don’t kill you, and then leave you considerably weaker.
Wydaje mi się, że tylko szczere zastanawianie sie nad tym co nas spotyka w danej chwili, może nam powiedzieć ile tak naprawdę możemy jeszcze znieść. Oczywiście nie dla wszystkich życie to świadoma decyzja, ale coraz więcej takich ludzi odkrywam, tutaj i w realu. Udowadniają mi, że można sobie postanowić, że przeżyje się życie w pełni i to niezależnie od tego jak szybko ono mija, czy i jak jesteśmy silni/słabi.
I am attracted to the German etymology of the word “stark,” and its relative used by Nietzsche, stärker, which means “stronger.” In Yiddish, to call someone a shtarker is to credit him with being a militant, a tough guy, a hard worker. So far, I have decided to take whatever my disease can throw at me, and to stay combative even while taking the measure of my inevitable decline. I repeat, this is no more than what a healthy person has to do in slower motion.
Wracam do prostego szablonu, bo już mnie oczki bolą od kolorków i wzorków.
Czasami tydzień zaczyna się we wtorek. Może dlatego, że pogoda ładniejsza.
Wracam powoli do biegania, tak po 20min, żeby nie przewalić kolana. Wychodzę bez pieska, żeby mnie nie szarpał w sprawie bardzo ważnych zapachów na trawniku; myślę, że mała zołza przeżyje tą obrazę majestatu. Tłumaczę, że przecież do Łazienek nie można z futrzakami.
Gdzieś tam niedaleko już zmierza ku mnie mikrusina (kliknij w obrazek aby powaliła cię moja radosna twórczość).
Oklaski!